statystyki www stat.pl


Renesans > Michel de Montaigne > Michel de Montaigne: Fragmenty dzieł

Michel de Montaigne: Fragmenty dzieł

Próby

T. I. Prawa sumienia, o których powiadamy, iż pochodzą z natury, rodzą się ze zwyczaju. Człowiek, mając w wewnętrznym poważaniu uświęcone i przyjęte dookoła wierzenia i obyczaje, nie może się wyłamać z nich bez zgryzoty sumienia ani też spełniać ich bez wewnętrznego poklasku. Kiedy w starożytności mieszkańcy Krety chcieli kogoś przekląć, prosili bogów, aby go wtrącali w jakowyś zły nałóg. Ale główne działanie potęgi zwyczaju jest w tym, iż chwyta nas ona i niewoli w taki sposób, że nieomal nie zostawia żadnej możności wydobycia się z jego szponów i wejścia w siebie dla zastanowienia się i wyrozumowania jego nakazów. W istocie, ponieważ wyssaliśmy go z mlekiem od urodzenia i ponieważ oblicze świata przedstawia się w tej postaci naszemu pierwszemu spojrzeniu, zdaje się nam, żeśmy się zrodzili po to, aby się poruszać w tej kolei. Pospolite mniemania, które zażywają powagi dookoła, wszczepione w duszę naszą z nasieniem ojców, wydają się nam powszechne i wrodzone: z czego wynika, iż co znajduje się poza granicami zwyczaju, zdaje się nam poza granicami rozumu; Bóg wie jak często nie do rzeczy.
Gdyby każdy (jako my, wglądający w siebie, nauczyliśmy się czynić), skoro usłyszy jakąś trafną sentencję, rozważył natychmiast, w jaki sposób działa ona na niego, znalazłby wnet, iż jest mu ona nie tyle dobrym słowem, ile dobrym śmignięciem bata dla zwyczajnego lenistwa i tępoty jego sądu. Alić przestrogi prawdy i jej zalecenia przyjmuje się jako przeznaczone dla pospólstwa, a nigdy dla siebie: zamiast przechować je w obyczajach każdy przechowuje je w pamięci; bardzo głupio i bez-pożytecznie! Wróćmyż do władzy zwyczaju. ,br>Ludy wychowane w wolności i przywykłe stanowić o sobie uważają wszelką inną postać rządów za poczwarną i przeciwną naturze; te, które podległe są władzy monarszej, toż samo; i choćby nawet losy dawały im w rękę najlepszą sposobność odmiany, kiedy nawet po wielkich mozołach zbędą się jarzma tyrana, śpieszą czym prędzej, z tymże samym trudem, nałożyć sobie innego, nie mogąc się oswoić z tym, by miały nienawidzić tyranii. (...)
Prawda, iż los, który zawżdy dzierży swą powagę ponad nasze rozumy, stawia nas niekiedy wobec konieczności tak naglącej, iż trzeba, aby prawa ustąpiły jej nieco miejsca. Bądź co bądź, kiedy się opieramy naporowi nowatorstwa, które gwałtem stara się narzucić, trzeba się we 'wszystkim i przede wszystkim mieć na baczności przeciw tym, którzy nic nie mają do stracenia, którym wszystko jest dobre, co może wesprzeć ich zamiar, którzy nie znają innego prawa ni porządku, jeno gonić za własną korzyścią: zaiste, ciężkie zadanie i nierówna walka!
Zwyczajny porządek państwa będącego w dobrym zdrowiu nie zapobiega tym nadzwyczajnym przypadłościom; przypuszcza on ciało, które trzyma się krzepko w najważniejszych członkach i funkcjach, oraz powszechną zgodę co do należnego prawom posłuszeństwa i posłuchu. Bieg rzeczy legalny jest chłodny, stateczny i umiarkowany i nie zdoła dotrzymać kroku biegowi swywoli i szaleństwa. Wiadomo, dziś jeszcze zarzucają dwom wielkim osobistościom, Oktawiuszowi i Katonowi iż w czas wojen domowych (jeden Sylli, drugi Cezara) raczej dopuścili wszelakich utrapień na ojczyznę, niżby ją mieli ratować z podeptaniem praw i cośkolwiek z nich naruszyć. Po prawdzie bowiem, w takowej ostateczności, gdzie nie ma się już czego chwycić, mądrzej byłoby w danym razie przymknąć oczy i poddać się trochę okolicznościom, niż upierając się, wbrew możebności, nic nie ustąpić, zostawić gwałtowi otwarte pole do zdeptania wszystkiego nogami. Lepiej czasem skłonić prawa, aby to chciały, co mogą, skoro nie mogą tego, co chcą.
T. V. Spośród różnych filozoficznych mniemań chętniej chwytam się tych, które są najbardziej trwałe, to znaczy najbardziej ludzkie i nasze; rozumowanie moje jest, zgodnie z mymi obyczajami, niskie i skromne. W piętkę jeno goni, moim zdaniem, pani filozofia, gdy dosiada wielkiego konia, aby nam kłaść w głowę, iż jest to potworne połączenie kojarzyć boskie z ziemskim, rozumne z nierozumnym, surowe z pobłażliwym, poczciwe z niepoczciwym; iż rozkosz jest to właściwość bydlęca, niegodna, aby mędrzec jej kosztował. Nie tak powiada Sokrates, jego i nasz nauczyciel! Ceni on, tak jak należy, rozkosz umysłu, jako mającą więcej siły, stałości, łatwości, rozmaitości, godności. Owa nie kroczy wcale, wedle niego, sama (takim mózgowcem on nie jest!) jeno tylko na przodku, przed innymi. Umiarkowanie jest dlań regulatorem, a nie przeciwnikiem rozkoszy. Natura jest łaskawym przewodnikiem; ale nie bardziej łaskawym niż roztropnym i sprawiedliwym. Szukam wszędy jej śladu; zmyliliśmy je ze śladami sztucznymi. Czyż to nie jest błąd uważać niektóre czynności za mniej godne, dlatego iż są potrzebne? Nie wybiją mi tego z głowy, iż rozkosz i potrzeba stanowią bardzo grzeczne stadło, którym, powiada starożytny, bogowie wspomagają się zawsze. Po kiego licha rozczłonkowujemy w takich rozwodach budowlę utworzoną z bliskiego i braterskiego porozumienia? Przeciwnie, utwierdźmy je wzajemnymi usługami; niechaj duch pobudza i ożywia ociężałość ciała; niech ciało wstrzymuje letkość ducha i ustala go. W darze, jaki Bóg nam uczynił, nie masz części niegodnej naszej pieczy: winni zań jesteśmy rachunek aż do najmniejszego włoska. Nie jest to dowolne zadanie człowieka prowadzić samego siebie wedle swej natury: jest ono umyślne, naturalne i bardzo główne, i Stwórca powierzył je nam poważnie i surowo.
T. IV. Jestem bardzo wygodny, bardzo ceniący wolność i z natury, i z przyzwyczajenia; równie trudno szafujący trudem swoim, co krwią. Mam duszę swobodną i niepodległą, zwyczajną kierować się wedle własnej modły. (...)
Będąc w niebezpieczeństwie, nie tyle myślę o tym, jak go uniknę, ile o tym, jak mało znacząca jest rzeczą, abym go uniknął; gdybym w nim i został, cóż by takiego się stało? Nie mogąc kierować wypadkami, kieruję samym sobą; stosuję się do nich, skoro one nie chcą stosować się do mnie. Nie mam tej sztuki, aby umieć szachrować z losem, umykać mu się albo go niewolić, i aby przemyślnością kierować i naprowadzać rzeczy na moją ścieżkę. Jeszcze bardziej brak mi cierpliwości, aby znieść potrzebne do tego długie i uciążliwe starania. Najuciążliwsze dla mnie położenie — to być w zawieszeniu w rzeczach, które naglą, i wahać się między obawą a nadzieją.
T. I. Co do mnie, oceniam najzupełniej odpowiedź, jaką dał pewien młody żołnierz Cyrusowi3, gdy go pytał, za ile oddałby konia, na którym świeżo zdobył nagrodę w wyścigu, i czy chciałby go pomieniać na królestwo: „Zaiste, nie, panie; oddałbym go wszelako chętnie, aby nabyć przyjaciela, gdybym znalazł człowieka godnego takiego związku". Nieźle to wyraził: „gdybym znalazł", łacno bowiem znajduje się ludzi nadających się do powierzchownej przyjaźni, ale do takiej, w której kładzie się na szalę całą swą istotę, tracąc z. oczu wszystkie inne, trzeba zaiste, aby wszystkie sprężyny były doskonale bezpieczne i czyste. (...)
Starożytny Menander mienił szczęśliwym człowieka, który zdołał spotkać bogdaj cień przyjaciela: miał rację tak mówić, zwłaszcza jeśli tego posmakował.
T. V. Bądźmy wdzięczni losom, iż dały nam żyć w wieku zgoła nie miętkim ani gnuśnym, ani też bezpiecznym: niejeden, który by tego nie osiągnął innym sposobem, stanie się sławny przez swoje nieszczęście. Ilekroć śledziłem w dziejach owe wstrząśnienia innych państw, żałowałem zawsze, iż nie mogłem jako naoczny świadek lepiej się im przypatrzyć. Ta sama ciekawość sprawia, że napawam się poniekąd dziś tym, iż własnymi oczyma oglądam to potężne widowisko naszej śmierci publicznej, jej objawy i postacie. Skoro nie mogę mu zapobiec, rad jestem, że dane mi jest być jego świadkiem i czerpać zeń naukę. Toć staramy się chciwie poznać w cieniu nawet i w wymysłach naszych teatrów obraz tragicznych igrów ludzkiej doli. Nie dzieje się to bez współczucia dla tego, co słyszymy: ale lubujemy się w tym, iż tak pobudzamy swą boleść rzadkością owych żałośliwych wydarzeń. Nic nie łechce, co nie drapie. Toż dobrzy historycy unikają jak wody stojącej i ciszy morskiej spokojnych opowiadań, aby śpieszyć ku buntom i 'wojnom, gdzie wiedzą, iż radzi podążymy za nimi.
T. I. Trzeba pilnie nauczyć dzieci, aby nienawidziły zła dla jego własnej ohydy i pokazać im naturalną jego szpetotę, iżby go nie unikały nie tylko w uczynkach, ale zwłaszcza w sercu; aby sama myśl występku była już dla nich wstrętna bez względu, jaką maskę na siebie przybierze.
T. V. Kto by znalazł sposób, by można sądzić wedle sprawiedliwości i wybierać ludzi wedle rozumu, stworzyłby tym jednym najdoskonalszą formę społeczności? (...) Można żałować lepszych czasów, ale nie umykać przed dzisiejszymi. Można pragnąć innych urzędników, ale trzeba mimo to być posłusznym tym, którzy są: więcej jest może zasługi w tym, by słuchać złych aniżeli dobrych.
T. II. Trzeba sobie zachować jakiś zakamarek wyłącznie nasz, zupełnie wolny, w którym byśmy pomieścili prawdziwą swobodę i uczynili zeń najmilszą naszą samotnię i ustroń. Tam trzeba się chronić na rozmowy z sobą samym częste i stałe, i tak poufne, aby żadne zbliżenia ani wpływy nie miały do nich przystępu; tam można sobie gwarzyć i śmiać się swobodnie, jak gdyby się nie miało żony ani dzieci, ani dobytku, ani dworu, ani służby; i kiedy traiunkiem przygodzi się stracić wszystko, aby, powiadam, nie było nam dziwne obejść się bez tego. Dusza nasza z natury zwinna jest i podatna; może sobie ostać za towarzystwo, ma w sobie środki i zaczepki, i obrony: umie i przyjąć, i dać. (...) Największa rzecz na świecie — to umieć należeć do siebie.
T. III. Chcecie człowieka zdrowego chcecie dorzecznego, pewnie i mocno dzierżącego się na nogach, zanurzcie go w ciemności próżniactwa i tępoty! Trzeba nas ogłupić, aby nas umądrzyć; trzeba nas oślepić, aby nas móc prowadzić.
T. V. Świat jest jeno szkołą szukania: nie o to chodzi, kto dopadnie, ale kto przebieży piękniejszą drogą.
T. III. Ze wszystkich ludzkich i starożytnych mniemań tyczących religii najwięcej prawdopodobne i usprawiedliwione zdaje mi się to, które uznawało Boga jako potęgę niepojętą, pierwotną i utrzymującą wszelkie rzeczy, jako samą dobroć, doskonałość, przyjmującą łaskawie i chętnie cześć i uszanowanie, jakie ludzie jej oddają, pod jakim bądź obliczem, jakim bądź imieniem i w jakikolwiek sposób się to dzieje
T. I. Życie samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe, jest miejscem na dobro i zło wedle tego, czym je zapełnicie. A jeśli żyliście jeden dzień, wszystkoście poznali: jeden dzień podobny jest do wszystkich. 'Nie ma innego światła ani innej nocy. To słońce, ten księżyc, te gwiazdy, ta przędza świata to te same, którymi cieszyli się wasi przodkowie i które zabawiać będą waszych prawnuków. (...)
Nie wiadomo, gdzie śmierć na nas czeka: oczekujmyż jej wszędzie. Rozmyślanie o śmierci jest rozmyślaniem o wolności: kto się nauczył umierać, oduczył sią służyć. Nie ma żadnego zła w życiu dla tego, kto dobrze pojął, iż utrata życia nie jest złem: umieć umrzeć wyzwala nas z wszelkiej niewoli i przymusu. (...)
Zaiste wypadki i niebezpieczeństwa niewiele tylko albo nic wcale zbliżają nas do naszego końca; jeśli pomyślimy, prócz tego wypadku, który zda się, zagraża nam najbardziej, ile ich jeszcze zostaje, ile milionów innych wisi nam nad głową, pojmiemy, że w zdrowiu czy w chorobie, na pełnym morzu czy w domu własnym, w bitwie czy w spoczynku śmierć jest nam zarówno bliska. (...) Toć takim samym szaleństwem jest płakać, iż za sto lat nie będziemy żyli, jak płakać, iż nie żyliśmy przed-stu laty. Śmierć jest początkiem innego żywota: podobnie płakaliśmy, podobnie było nam ciężko wejść w to nasze życie: tak samo wchodząc w nie zbyliśmy się jakowejś dawnej powłoki.

(M. Łojek, Teksty filozoficzne dla uczniów szkół średnich, Warszawa 1987, s. 127-132)


    drukuj spis treści powrót »    


Wygenerowano w 0.0557889938354 sekund.
PHP by: krzywda.net
© 2005 traugutt.net | Portal | Autorzy | Kontakt | Mapa strony